"Przyjaciele mojego dziecinstwa"
Spektakl o tytule "Przyjaciele mojego dziecinstwa" byl grany dzisiaj w Czestochowskim klubie "Politechnik". To przedstawienie bardzo mnie rozczarowało, dlatego, ze wiało nudą.
Głównym bohaterem był ok. 15 letni chłopak Maciek, który mieszkał w zamku, poniewaz jego ojciec był tam kustoszem. Sam Maciek, był jednak jak najzupełniej nowoczesny a przy tym rokapryszony i rozpieszczony do granic - zawsze chciał mieć najnowoczesniejsze ciuchy i gazdzety a szkołe uwazal za cos zbednego. Chłopak miał jeszcze młodszą siostrę, ale uwazal ja za dzieciaka i zabierał jej pieniadze.
Maciek ma juz dosc ciaglych kazan rodziców - "posprzataj pokoj", "zjedz sniadanie", "odprowadz siostrę do szkoły"- i najgorsze - "ucz się!". Chciałby gdzies wyjechac gdzie nie byłoby ani rodziny ani szkoły i gdzie mógłby robic co by mu sie podobalo. Jak się okazuje nadaza sie świetna okazja - chłopaka odwiedza duch by spełnić jego marzenie o wolności i samodzielności. Zjawa w kapturze proponuje mu, ze przeniesie go w rózne miejsca historyczne - np. Rzym za czasów Juliusza Cezara lub dawny Kraków - i fragmenty legend i basni takich jak "Dziewczynka z zapałkami" albo "Opowieść Wigilijna". Maciek jest zachwycony tą propozycją i pewny ze swietnie sobie poradzi, lecz ta przygoda pokazuje mu, jak bardzo mylił się co do siebie i jak prymitywna była jego hierarchia wartości.
Bajeczka z marałem. Do 9-10 roku zycia, a potem zasniesz z nudów...